Broń świętego Huberta

Broń świętego Huberta

Polowanie z łukiem jest o wiele bezpieczniejsze, nie wywołuje popłochu w łowisku i oszczędza tusze. Wreszcie sprawa kluczowa – zwierz może nie poczuć, że został śmiertelnie ugodzony.

W listopadzie, kiedy wspominamy naszego patrona-łucznika, warto się zastanowić, dlaczego ta forma polowania pozostaje w Polsce zabroniona.

Historycznie rzecz ujmując, łowiectwo jest starsze od rolnictwa, a jego korzenie sięgają czasów zamierzchłych – początków gatunku ludzkiego (pod tym względem może się równać tylko ze zbieractwem). Wszystkie te formy aktywności służyły zgromadzeniu pokarmu niezbędnego do przeżycia, a ich znaczenie (oraz formy) zmieniały się w czasie. W rolnictwie najpierw funkcjonował system żarowy, później zastąpiony przez dwu-

i trójpolówkę, a w końcu przez płodozmian. W łowiectwie sposoby pozyskiwania zwierzyny też ulegały zmianom, chociażby na skutek rozwoju technologii. Człowiek pierwotny polował przy użyciu broni obuchowej (pałki) i miotanej (kamienie o zaostrzonych krawędziach). Z czasem ludzie nauczyli się produkować broń drzewcową (włócznie, dzidy, oszczepy), białą (noże) i miotającą (proce, łuki, kusze). Po wynalezieniu prochu rozpoczęła się dominacja broni palnej. Dziś ten rodzaj broni, przynajmniej w Polsce, jest jedynym prawnie dopuszczonym do polowań.

Więcej w miesięczniku Łowiec Polski Listopad 2020