Rogacze

Rogacze

1 miejsce:
Kazimierz Wojciechowski

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Rekordowego rogacza minionego sezonu strzelił Kazimierz Wojciechowski z KŁ nr 29 „Darz Bór” z Jarocina (okręg kaliski). Po raz pierwszy zauważył go na początku sierpnia.
Kozioł za swój rewir obrał jeden z najbardziej niedostępnych fragmentów obwodu.
Przez dwa tygodnie myśliwy jeździł za upatrzonym kozłem. 14 sierpnia wybrał na miejsce zasiadki jedną ze śródpolnych remiz. Rogacz pojawił się już kilka minut po dziewiętnastej. Wtedy po raz pierwszy myśliwy mógł dokładnie obejrzeć jego okazałe parostki. Miał do czynienia z myłkusem w formie nieregularnego ósmaka.
Rogacz powoli zaczął się zbliżać do miejsca zasiadki.
Gdy podszedł na 80 metrów, łowca oparł sztucer o pastorał i wycelował. Kula sięgnęła celu i położyła capa w ogniu. Myśliwy podszedł do swego trofeum i dopiero wtedy zobaczył potęgę parostków. Trofeum o masie 695 gramów zostało wstępnie wycenione na 171,68 pkt CIC i plasuje się obecnie na 41. miejscu w Polskim Katalogu Trofeów Łowieckich.
W kole łowieckim, gdzie poluje Kazimierz Wojciechowski, co roku strzela się około 40 rogaczy. W ostatnich latach nikomu z kolegów nie udało się jednak upolować medalowego.
Okaz strzelony przez Kazimierza Wojciechowskiego jest jednym z najmocniejszych strzelonych w historii koła.

2 miejsce:
Andrzej Ceynowa

Andrzej-Ceynowa

Drugim złotomedalowym rogaczem minionego sezonu jest kozioł strzelony przez Andrzeja Ceynowę z Towarzystwa Racjonalnego Łowiectwa z Zamościa. Ta historia zaczęła się jeszcze w 2011 roku. Wśród kolegów z koła krążyła informacja, że w łowisku, zwanym „Żukowo w porzeczkach”, widywany był bardzo mocny cap. Mimo wielu zasiadek w tym rewirze nikomu z myśliwych nie udało się strzelić wymarzonego rogacza.

6 sierpnia 2012 roku polował tam Andrzej Ceynowa. Po nieudanej zasiadce na dziki spróbował polowania z podchodu. Żniwa były na półmetku, większość upraw została wykoszona. Około 5.30 myśliwy zszedł z ambony i wybrał się na okoliczne pola. Będąc na jednym z pagórków, na ściernisku zauważył samotnego, bardzo mocnego rogacza. Postanowił go podchodzić. Niestety, kozioł wszedł w nie- wykoszoną pszenicę i tam zaległ.

Myśliwy podszedł do odpoczywającego kozła na 60-70 metrów. Po godzinie rogacz wstał i powoli zaczął zbliżać się do wygniecionego fragmentu zboża. Trafiony na komorę spisał testament. Parostki o masie 697 gramów zostały wstępnie wycenione w ZO PZŁ w Zamościu na 168,98 pkt CIC. W obwodach Towarzystwa Racjonalnego Polowania z Zamościa co roku myśliwi strzelają od 10 do 20 medalowych rogaczy.

3 miejsce:
Grzegorz Zysek

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Blisko 6 tygodni polował na wymarzonego i rogacza Grzegorz Zysek z KŁ „Łoś” z Witkowa (okręg koniński). Udało mu się strzelić capa dopiero w ostatni dzień sierpnia.

Po raz pierwszy spotkał go na początku rui. Kozioł za swą ostoję obrał zrąb w środku lasu. Za każdym razem, gdy myśliwy przyjeżdżał w to miejsce, widywał rogacza, ale chciał, aby ten pozostawił swe geny w łowisku. W ostatni dzień sierpnia pojechał na wypatrzonego kozła. Na polowanie wybrał się już 17.00. Wysiadając z samochodu, zauważył, że cap pasie się na środku zrębu. Powoli zaczął podchodzić. Okazało się, że na zrębie są jeszcze dwie kozy, które obserwowały teren. Myśliwy po cichu, krok za krokiem zbliżał się do kozła. Gdy był w odległości 130 metrów, żerujące do tej pory spokojnie kozy zaczęły schodzić do lasu. Grzegorz Zysek wiedział,

Spis treści jest pusty, ponieważ żaden ze stylów akapitu zaznaczonych w Inspektorze dokumentów nie jest używany w dokumencie. Postanowił jednak dać myśliwemu drugą szansę. Kozioł zaczął biec w stronę łowcy. Ten natychmiast przeładował broń. Strzał padł, gdy kozioł zatrzymał się przed wejściem do lasu. Zwierz zwalił się w ogniu.

Parostki o masie 778 gramów w formie nieregularnego ósmaka zostały wstępnie wycenione w ZO PZŁ w Koninie na 164,70 pkt CIC. Z informacji przekazanych nam przez myśliwego dowiedzieliśmy się, że jest to dopiero drugi medalowy kozioł strzelony w kole.

4 miejsce:
Paweł Samoń

Pawel-Samon

W KŁ nr 155 „Sokół” ze Stawów (okręg lubelski) Paweł Samoń uznawany jest za wyjątkowego szczęściarza, który prawie każdego roku strzela medalowe rogacze. Ma ich na rozkładzie 33. W zeszłorocznym sezonie szczęście uśmiechnęło się do niego aż dwa razy.

Od kilku dni myśliwy jeździł za upatrzonym wcześniej rogaczem. Zamiast obserwowanego do tej pory mocnego kozła na polu żerował samiec o jeszcze lepszych parostkach. Łowca od razu wiedział, że ma do czynienia ze starym i najprawdopodobniej złotomedalowym capem. Myśliwy jeździł w to miejsce jeszcze kilka razy, ale kozioł zawsze był sprytniejszy. Łowca tracił już nadzieję, że uda mu się dojść do strzału. 14 lipca na łowy wybrał się z kolegą, który podwiózł go w rewir „złotego”, a sam pojechał dalej.

Samoń na miejsce zasiadki wybrał jedną ze śródpolnych remiz. Myśliwy siadł na stołku, na miedzy. Po około 20 minutach nie wiadomo skąd w odległości 120 metrów pojawił się upragniony kozioł. Zwierz cały czas odwrócony był do myśliwego tyłem i powoli oddalał się w pola. Gdy odszedł na jakieś 150 metrów, obrócił się i pokazał blat. Myśliwy natychmiast oparł o pastorał sztucer i dał strzał. Rogacz zwalił się w ogniu.

Trofeum o wadze 693 gramów zostało wycenione wstępnie w ZO PZŁ w Lublinie na 161,58 pkt CIC. Ponadto w minionym sezonie (2 czerwca) w tym samym obwodzie łowieckim myśliwemu udało się strzelić rogacza, którego parostki zostały wycenione na 121,05 pkt CIC, czyli srebrny medal.

V miejsce:
Henryk Damas

Henryk Damas

Najciekawszego wśród zeszłorocznych złotomedalowych rogaczy strzelił w KŁ nr 55 „Knieja” z Lublina Henryk Damas z Opola. Rogacz o masie parostków 671 gramów został wstępnie wyceniony na 159,72 pkt CIC.

Na początku maja w obwodach swego koła Henryk Damas upatrzył kilka starych kozłów. Wieczorem, dzień przed rozpoczęciem sezonu, gdy obmyślał strategię wyjść w łowisko, zadzwonił telefon. Adam Czech z lubelskiego Koła Łowieckiego nr55„Knieja”, gdzie od czterech lat Damas jeździł na polowania, powiedział tylko: „Przyjeżdżaj, mam coś godnego”. Decyzja mogła być tylko jedna – natychmiastowy wyjazd. Nad ranem 11 maja był już na miejscu. Okazało się, że „otropiony” przez kolegę rogacz to 6-7-letnl samiec parostkach nieregularnego dziesiątaka.

Jak na złość przez trzy kolejne wyjścia rogacz nie pokazał się. Emocje zaczęły opadać. Na dodatek zmieniła się pogoda, ochłodziło się i zaczęło padać. Mimo zmęczenia myśliwi nie dali za wygraną i wieczorem 12 maja byli znów w łowisku. Tym razem na miejsce zasiadki wybrali śródpolne krzaki porastające wąwóz, który był rewirem kozła. Zmęczenie dawało o sobie znać i po chwili, zamiast obserwować teren, myśliwy zasnął. Z drzemki wyrwał go jakiś wewnętrzny głos. Gdy otworzył oczy, zobaczył rogacza. Lornetka do oczu emocje sięgają zenitu – to był ON! Niestety, kozioł znajdował się poza zasięgiem strzału. Po chwili zaczął iść w stronę myśliwego. Gdy rogacz zbliżył się na 160 metrów i pokazał komorę, padł strzał. Kula sięgnęła celu.

VI miejsce:
Wojciech Sass

Wojciech-Sass

Tego złotomedalowego kozła, którego parostki masie 757 gramów wyceniono na 159,50 pkt CIC, spotkał Wojciech Sass z Koła Łowieckiego nr 1 „Dzik” z Ciechanowa (okręg ciechanowski). 8 sierpnia pojechał na polowanie w teren, gdzie od początku sezonu widywał bardzo mocnego rogacza.

Wyjeżdżając z łowiska po nieudanej zasiadce, myśliwy postanowił po raz ostatni zlustrować teren. W pobliżu pracującego w polu mimo wczesnej pory ciągnika żerowała koza, przy której chodził kozioł. Wojciech Sass od razu rozpoznał, że jest to rogacz, za którym wyjeździł już dziesiątki kilometrów. Sarny oddaliły się w odległy o kilkaset metrów łan buraków. Cap zmęczony miłosnymi igraszkami zaległ w uprawie, a siuta cały czas obserwowała jeżdżący po polu traktor. Myśliwy postanowił zapolować z podchodu. Kryjąc się za kępami traw, powoli zbliżał się miedzą do kozła. Po około 40 minutach podszedł go na 70 metrów.

Wojciech Sass oparł swoją broń na pastorale i czekał. Kozioł jak na złość cały czas leżał. Mijały minuty, a on nie miał zamiaru wstać z buraków. By sprowokować rogacza do podniesienia się z uprawy, myśliwy zaczął naśladować szczek innego capa. Kozioł zerwał się. Broń była w gotowości i gdy tylko krzyż znalazł się na komorze, padł strzał. Rogacz zrobił rakietę i ruszył w pola. Po przebiegnięciu około 20 metrów padł.

VII miejsce:
Tadeusz Niedźwiedzki

Tadeusz-Niedzwiedzki

W Kole Łowieckim nr 48 „Ponowa” z Włodawy (okręg chełmski), do którego należy Tadeusz Niedźwiedzki, co roku strzela się około 60 rogaczy. Prawie w każdym sezonie koledzy mogą pochwalić się capami o parostkach wycenionych na brązowy lub srebrny medal. Do zeszłego roku nikomu jednak nie udało się strzelić „złotego” kozła.

Wczesnym rankiem 18 sierpnia myśliwy mimo padającej mżawki i mgły wybrał się na polowanie. Po dojechaniu do łowiska wybrał się w rejon, gdzie od kilku tygodni widywał rogacza o mocnych parostkach. Powoli zaczęło się rozwidniać, Niedźwiedzki wyszedł z samochodu i zaczął podchód. Po przejściu niespełna pół kilometra na jednym z pól zauważył żerującego kozła. Wiedział, że jest to medalowa sztuka. Rogacz powoli zmierzał w kierunku łowcy. Kula dosięgła go, gdy zbliżył się na 130 metrów. Cap zwalił się w ogniu. Myśliwy podszedł do swojej zdobyczy i kiedy ujrzał parostki, zdziwił się, ponieważ były one o wiele grubsze, niż wydawało mu się wcześniej.

Trofeum o masie 750 gramów i w formie nieregularnego szóstaka zostało wstępnie wycenione na 158,80 pkt CIC. Niespełna miesiąc wcześniej w drugim obwodzie dzierżawionym przez koło Tadeusz Niedźwiedzki strzelił kozła, którego parostki uzyskały 141,62 pkt CIC (również złoto).

VIII miejsce:
Piotr Robacki

Piotr-Robacki

Obwody Koła Łowieckiego „Cietrzew”z Lubaczowa (okręg przemyski) słyną z mocnych kozłów. Co roku myśliwi strzelają tam kilka medalowych rogaczy. Sztuka ta udała się również Piotrowi Robackiemu, który w zeszłym roku strzelił w ciągu siedmiu dni dwa „złote” kozły. Jeden o masie trofeum 721 gramów został wyceniony na 158,22, a drugi o wadze parostków 640 gramów uzyskał 130,28 pkt CIC.

Piotr Robacki swoje łowy na rogacze zaczyna już w lutym, to właśnie wtedy po raz pierwszy dojrzał kozła. Cap leżał w polach. Myśliwy spostrzegł, że parostki mają dodatkową odnogę wyrastającą z możdżenia.

Od tej pory wiedział, że ten kozioł musi być jego. Piotr co tydzień jeździł w łowisko, aby pilnować rogacza. W maju na początku sezonu do koła na polowanie na kozły przyjechali zagraniczni myśliwi, na szczęście żaden z nich nie spotkał tego rogacza.

Następnego dnia po wyjeździe dewizowców był w łowisku. Już za pierwszym razem udało mu się spotkać kozła, ale ze względu na wzmożone prace w polach nie było możliwości oddania bezpiecznego strzału. Dopiero 26 maja udało mu się podejść rogacza na 100 metrów i dać celny strzał ze swego sztucera. Kozioł trafiony na łopatkę padł w ogniu.

IX miejsce:
Jan Perzyński

Jan-Perzynski

Zdobywcą dziewiątego spośród najmocniejszych rogaczy minionego sezonu jest Jan Perzyński z KŁ „Las” z Wrocławia. Kozioł o parostkach wycenionych na 157,65 pkt CIC I masie trofeum wynoszącej 685 gramów został strzelony w leśno-polnym obwodzie nr 24 (okręg leszczyński) i jest najmocniejszym trofeum zdobytym w historii koła.

24 lipca syn myśliwego Martin, niebędący jeszcze selekcjonerem, rozentuzjazmowany wrócił z łowiska. Już na progu powiedział ojcu, że widział kozła o imponujących parostkach. Następnego dnia wieczorem Jan Perzyński wybrał się w to miejsce. Kiedy wysiadł z samochodu, z daleka zauważył ganiającego za kozą capa o ponadprzeciętnych dla tego rejonu parostkach. Myśliwy powoli, kryjąc się za łanem zboża, zaczął podchód. Gdy zbliżył się na 80 metrów, oparł sztucer o pastorał i strzelił. Kula obaliła kozła na miejscu.

We wrocławskim kole „Las” co roku strzela się około 60 rogaczy, co kilka lat strzelany jest medalowy. Z Informacji przekazanych przez myśliwego dowiedzieliśmy się, że parę sezonów wstecz w tym samym rejonie jeden z kolegów strzelił rogacza, którego parostki również zdobyły złoty medal.

X miejsce:
Józef Kunysz

Jozef-Kunysz

Bardzo ładnym i mocnym rogaczem strzelonym w ubiegłym roku może się poszczycić Józef Kunysz z KŁ „Wrzos” z Zielonej Góry. Parostki rogacza o masie 661 gramów zostały wstępnie wycenione na 157,28 pkt CIC.

Przez trzy lata myśliwy jeździł za wypatrzonym kozłem. Parokrotnie podprowadzał pod niego zagranicznych myśliwych. Rogacz jednak zawsze był czujniejszy i szybszy. W maju ubiegłego roku do koła przyjechał na rogacze francuski myśliwy. Podczas jednego z wieczornych wyjść myśliwym udało się podejść capa. Dewizowiec strzelił, raniąc kozła w cewkę. Mimo wielogodzinnych poszukiwań rogacza nie odnaleziono. Po wyjeździe Francuza Józef Kunysz wielokrotnie jeździł w ten rejon, ale kozioł przepadł jak kamień w wodę. W połowie lipca myśliwy wybrał się tam na polowanie na dziki. Gdy usiadł na ambonie, niespodziewanie pojawił się na ułamek sekundy znajomy kozioł. Przez kolejne siedem dni łowca codziennie wyjeżdżał na polowanie, ale rogacz zniknął. Dopiero 22 lipca cap znów pojawił się na gryce. Myśliwy oparł sztucer o rant okienka ambony i dał strzał, po którym kozioł spisał testament. W Kole Łowieckim Wrzos” jest to trzeci medalowy rogacz strzelony w leśnym obwodzie nr 159. Do tej pory udało się tam strzelić capy o parostkach wycenionych jedynie na brąz.